|
|
|
 |
|
|
The Saboteur - Recenzja
Redaktor Czubi, 260 dni temu
|
|
|
SEAN DEVLIN – BOHATER Z KRWI I KOŚCI
Postacią, jaka posłużyła do stworzenia zadziornego Irlandczyka był William Grover-Williams – żołnierz Spec Ops, jednak nie wiem, czy tak, jak nasz wojownik był on niemal nieśmiertelny i niepokonany, a najtrudniejsze zadania były dla niego pestką. Dla Seana są.
Nasz heros potrafi pływać, śmigać każdym pojazdem kołowym (to zresztą wygląda słabo, sterowanie autami pozostawia wiele do życzenia i jeździ się nimi bardzo sztywno). Devlin potrafi z łatwością wspinać się czy ślizgać po liniach telefonicznych wisząc na samych dłoniach, przy czym nie odnosi żadnych obrażeń.
Nasz protagonista umie się także bić i atakować znienacka od tyłu, z rozwojem fabuły uzyskuje możliwość ataku wrogów też od frontu i szybkiego ich obezwładniania. Prócz walki wręcz, pokonywać może ich pokaźnym arsenałem, który zawiera pistolety, granaty, snajperki, karabiny, bomby i wiele innych temu podobnych, które będą wraz z postępem fabuły nam się pojawiały do kupienia w „nielegalnym sklepiku”.
Sean nie walczy sam. Pomagać mają mu partyzanci z francuskiego ruchu oporu. Pomagać, ale tylko w założeniu twórców gry - prócz kilku miejsc, gdzie się znajdują i toczą boje z Niemcami nie zobaczymy ich walczących nigdzie indziej. Naturalnie można też ich wezwać na ratunek, ale po co, skoro nasz bohater i tak przezwycięży wszystko, wystarczy, że po serii z Terror machinguna (jedna z najsilniejszych broni palnych w grze) schowa się za wyłom, a po kilku sekundach jest rześki, jak nowo narodzony i może zaczynać szarżę od nowa.
Misji w grze jest kilka i nie nudzą się tak szybko, jak w chociażby GTA. Sean podwozi klientów z bombami, eliminuje ważne szkopskie szychy, bierze udział w wyścigach itp. Tutaj można trochę posłodzić grze, bo to jest dość istotne, by gra nie była powtarzalna. Za to wielkim minusem jest czas trwania fabuły – jeden wieczór i mamy główny wątek ukończony.
Mamy misje poboczne (niektórzy zapewne się ucieszą). Jest ich blisko 1000, ale są nudne jak flaki z olejem – polegają tylko i wyłącznie na wysadzaniu, np. niemieckich cystern, propagandowych głośników, czołgów, wieży snajperskich, radiostacji. Można tak dalej wymieniać, ale po co, skoro po kilku takich „extra zadaniach” już się grać odechciewa – tutaj Pandemic poszło na łatwiznę.
Są też misje od postaci związanych z głównym wątkiem, ale się do niego nie wliczają, jednak ukończenie tych misji potrzebne jest, by zaliczyć 100% progresu gry. Tutaj można te misje opuścić, a po zakończeniu wrócić i bawić się dalej.
|
| | | |